Wiadomości z nieba wzięte…
ŻYJ W RYTMIE
Czas, który uzdrawia duszę – o kobiecej wspólnocie splecionej astrologią

Cztery dni bez telefonu, jeden dom w Karkonoszach i coś, czego nie planowałam
Nagrywałam ten podcast, mając w sobie jeszcze całą aurę tamtych dni. Wiesz co, minęło już trochę czasu, a ja wciąż to noszę. W marcu, dokładnie w momencie, kiedy Słońce wchodziło w Barana i zaczynał się astrologiczny nowy rok, zorganizowałam w moim rodzinnym domu w Karkonoszach coś, czego wcześniej nigdy nie zrobiłam. Zjazd kobiet, które do tej pory znały mnie tylko z podcastu.
Był zakaz scrollowania telefonów. Było wspólne gotowanie zamiast cateringu. Były mapy marzeń, świece i praca na horoskopach każdej z dziewczyn. A pod koniec, jak sprzątałyśmy stertę pociętych gazet, spomiędzy wycinków wypadła karteczka, której nikt nie przygotował. I ona zrobiła się naszym wspólnym mottem na resztę zjazdu.
Co dokładnie się wydarzyło przez te cztery dni, dlaczego prawie wpadłam w błoto po pachy podczas topienia Marzanny i co dała nam praca na horoskopach – tego posłuchasz w pełnym odcinku. A jeśli wolisz przeczytać całą historię ze szczegółami, to masz ją poniżej.
Skąd w ogóle pomysł na zjazd kobiet w Karkonoszach
Kobiety odegrały w moim życiu rolę, której chyba nie da się do końca opowiedzieć. To one pomogły mi przejść przez najtrudniejszy czas, jaki miałam. I im dłużej robię ten podcast, tym mocniej czuję, jak bardzo brakuje nam dziś prawdziwej, fizycznej obecności drugiego człowieka. Żyjemy w czasach, które śmiało można nazwać epidemią samotności. Mamy setki powiadomień dziennie, a mimo to rzadko kiedy czujemy się naprawdę widziane. Naprawdę.
Więc postanowiłam zrobić coś więcej niż kolejny odcinek na ten temat. Zaprosiłam grupę słuchaczek do mojego rodzinnego domu w Karkonoszach, dokładnie w momencie wejścia Słońca w Barana – to taki symboliczny start astrologicznego roku. Chciałam sprawdzić, co się stanie, jak zdejmiemy maski, odłożymy telefony i po prostu będziemy razem.
Dwie zasady, bez których to by się nie udało
Zanim ktokolwiek przyjechał, ustaliłam dwie rzeczy, które miały być nienegocjowalne. I obie okazały się kluczowe dla tego, co wydarzyło się później.
Zero scrollowania
We wspólnych przestrzeniach obowiązywał całkowity zakaz telefonów. Wiem, jak bardzo scrollowanie potrafi być ucieczką – przed nudą, przed dyskomfortem, a czasem po prostu przed ciszą. I bez tej możliwości ucieczki musiałyśmy zostać ze sobą naprawdę. Wiesz co, to właśnie w tych momentach, kiedy nikt nie sprawdzał powiadomień, rodziła się ta najgłębsza uważność.
Kuchnia bez cateringu
Świadomie zrezygnowałam z gotowych pudełek. Zamiast tego – wspólne zakupy, wspólne gotowanie, wspólne dzielenie się obowiązkami. Mam wrażenie, że jesteśmy chyba pierwszym pokoleniem kobiet, które nie gotuje razem na co dzień. A szkoda, bo kuchnia przez te cztery dni stała się sercem domu. Miejscem, gdzie rodziły się rozmowy, śmiech i naturalny podział ról. Same gotowałyśmy, siedziałyśmy razem przy ogromnym stole w salonie i to właśnie tam, przy jedzeniu, działo się naprawdę bardzo dużo.
Co się działo przez te cztery dni
Program nie był sztywny, ale był intensywny. Poszłyśmy razem na długi spacer po lasach i łąkach, a 20 marca spontanicznie postanowiłyśmy utopić Marzannę. Skończyło się to tym, że razem z jedną z dziewczyn omal nie wpadłam w błoto po pachy. Śmiechu było przy tym mnóstwo, mówię Ci.
Były jeszcze Termy w Cieplicach, obiad na wyspie, rowerki wodne i Park Miniatur Dolnego Śląska. W domu czekał na nas pokój gier – ping-pong, bilard, jedna z dziewczyn pokonała mnie w ping-ponga, tak w ogóle. Sauna niestety zostawiona samej sobie, po prostu zabrakło na nią czasu.
Ale to, co najważniejsze, działo się w rozmowach. Przechodziłyśmy od śmiechu do bólu policzków, do cichych, oczyszczających łez. Uczyłyśmy się dawać sobie nawzajem uważność bez oceniania i bez przerywania. Dla wielu z nas to była pierwsza taka przestrzeń od bardzo, bardzo dawna.
Mapy Marzeń, horoskopy i karteczka, która wszystko zmieniła
Jednym z centralnych punktów zjazdu była praca przy dużym stole, przy świecach, z cichymi mantrami w tle – tworzyłyśmy mapy marzeń i kalendarze solarne, korzystając z energii astrologicznego nowego roku.
Pracowałyśmy też na żywo na horoskopach uczestniczek. To był moment, który mogłabym opisać jako stanięcie przed sobą nago w prawdzie. Zobaczenie czyjegoś kosmogramu, wszystkich jego potencjałów i tych czulszych punktów. Przy okazji udało mi się na miejscu poprawić drobną nieścisłość w horoskopie jednej z dziewczyn, wynikającą z błędnej godziny urodzenia. I to był dla mnie ważny moment. Poczułam, że naprawdę widzę człowieka, a nie tylko patrzę w wykres.
Bo wiesz co, astrologia w tym kontekście to dla mnie nie jest wróżenie z fusów, tylko narzędzie do zrozumienia siebie z innej perspektywy. Kiedy poznajesz swoje ustawienia fabryczne, zaczynasz zupełnie inaczej patrzeć na siebie i na swoje życie. I przestajesz ze sobą walczyć.
Podczas sprzątania po wycinaniu map marzeń, spomiędzy setek ścinków wypadła mała karteczka. Nikt jej celowo nie przygotował, po prostu się tam znalazła, jakby czekała na swój moment. Było na niej napisane:
„Nie jesteśmy koleżankami ani znajomymi, jesteśmy siostrami, kobietami, których ścieżki się przecięły.”
I te słowa stały się nieoficjalnym mottem całego zjazdu. Do dziś trzymam tę karteczkę jako jedną z najcenniejszych pamiątek, jakie mam.
Dom, który zapamiętał każdą z nich
Mocno wierzę, że miejsce ma znaczenie. Dlatego ten zjazd odbył się w moim rodzinnym domu, a nie w jakiejś bezosobowej sali konferencyjnej w hotelu. Ten dom ma swoją historię, swoje zapachy, swoją pamięć. I właśnie dzięki temu dał dziewczynom poczucie bezpieczeństwa, którego nie kupisz w żadnym, nawet najbardziej luksusowym kurorcie.
Teraz, jak chodzę po tych pokojach, już nie widzę ich tak samo jak wcześniej. To nie jest już po prostu „pokój na poddaszu” czy „pokój z balkonem”. To pokój Justyny, pokój Agnieszki, pokój Kasi. Energia tych dni – tego śmiechu, tych łez, tych rozmów – zostawiła w tym domu swój ślad. Naprawdę.
Ja jako samotniczka pośród tej wspólnoty
Jest we mnie coś, o czym rzadko mówię wprost. Potrzebuję sporo samotności. Dlatego przez cały zjazd spałam nie w domu razem z dziewczynami, tylko w swoim mieszkaniu, trzy minuty spacerem stamtąd.
Jednej nocy dziewczyny przeżywały razem coś, co ja mogę znać tylko z ich późniejszej relacji – głęboki, wzruszający proces integracyjny. I tej nocy ja nie mogłam zasnąć w swoim łóżku. Czułam takie silne przyciąganie, żeby tam być, mimo że wiedziałam, że potrzebuję też swojej przestrzeni. Cztery dni, mimo tego, jak intensywne były, i tak wydały mi się za krótkie.
Prezent, który wzrusza mnie do dziś
Na koniec dziewczyny zrobiły mi coś, co mnie kompletnie rozczuliło. Dostałam paczkę – świecę grejpfrutową, sól do kąpieli, a do tego kartę podarunkową do IKEA, i to na naprawdę szczodrą kwotę. Wiedziały, że urządzam nowe, jeszcze puste mieszkanie.
Za tę kartę kupiłam małą lodówkę. Brzmi to niepozornie, wiem. Ale za każdym razem, jak ją otwieram, czuję magię tamtych dziewczyn. To nie jest dla mnie tylko sprzęt. To dowód na to, jak czułe, a jednocześnie konkretne i praktyczne potrafi być kobiece wsparcie.
Dlaczego wracam do tego, opowiadając Wam o swoim podcaście
Był taki moment podczas zjazdu, kiedy dziewczyny zaczęły opowiadać, gdzie i kiedy słuchają mojego podcastu, i jak bardzo im pomaga to, co mówię. Prowadzenie czegoś w internecie bywa samotne. Często nie wiesz, czy Twoje słowa w ogóle do kogoś docierają. I ten wieczór dał mi coś, czego chyba potrzebowałam bardziej, niż mi się wydawało. Pewność, że to, co robię, ma sens. Że naprawdę nie mówię do ściany.
Zapraszam Cię na kolejny zjazd
Ten zjazd nauczył mnie, jak wiele może dać kobietom prawdziwa, fizyczna obecność. Bez telefonów, bez pośpiechu, bez masek. Dlatego postanowiłam, że to nie będzie jednorazowe wydarzenie.
Kolejna edycja zjazdu kobiet odbędzie się w przedostatni weekend września. Jeśli czujesz, że Twoja dusza tęskni za takim doświadczeniem – za rozmowami bez oceniania, wspólnym gotowaniem i przestrzenią, w której naprawdę można być sobą – to zapraszam Cię do dołączenia. Szczegóły i zapisy znajdziesz tutaj: https://rzesolozka.pl/wrzesien-2026/
Buziaczki, pa.

Dobrego, świadomego czasu w rytmie nieba…
Veronika